Cóż to była za chwila na Anfield Road, gdy w styczniu 2015 r. Steven Gerrard poinformował, że nie przedłuży kontraktu z Liverpoolem. Spędził w nim 28 lat, oddał mu serce i duszę, został jednym z jego symboli. Klubowy lekarz uratował go od amputacji palca, gdy jeszcze jako dzieciak, bawiąc się piłką, stanął na widły. W legendarnym finale Ligi Mistrzów z Milanem w 2005 r. jego gol poderwał drużynę, która nie złożyła broni, choć przegrywała już 0:3. – Powiedzieć, że był w zespole pierwszy po trenerze, to nic nie powiedzieć.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej