Radosław Leniarski: Pomógł pan Mateuszowi Kusznierowiczowi w zdobyciu złotego medalu w Atlancie w 1996 r., a teraz znów pan wrócił do reprezentacji jako główny trener. Właśnie trwają regaty przedolimpijskie w Enoshimie w Japonii. Czy widać w niej żeglarza klasy Mateusza i czy są widoki na złoty medal w żeglarstwie?

Karol Jabłoński: Czasy się zmieniły od 1996 r. Są nieporównywalne. Co więcej, ja się zmieniłem. Wtedy byłem konsultantem kadry olimpijskiej, teraz też chcę doradzać, ale jestem przede wszystkim głównym trenerem reprezentacji – z umową aż do igrzysk w Tokio.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej