Zdjęcie zrobione w maju przez nepalskiego himalaistę Nirmala Purję obiegło świat i wstrząsnęło wyobraźnią milionów ludzi. Oto wyścig, a raczej owczy pęd do postawienia stopy na najwyższym szczycie Ziemi, przekroczył granice absurdu. W bazie pod wierzchołkiem zebrały się setki ludzi oczekujących poprawy pogody. Kiedy zaświeciło słońce, tłum 300 ludzi zakorkował przejście na szczyt. Wielbiciele Everestu słabli, mieli kłopoty z oddychaniem, butle z tlenem robiły się puste.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej