Chyba najlepiej specyfikę tamtejszych realiów oddaje czas spędzony niedawno w Bayernie przez Pepa Guardiolę. Jego piłkarze nie dość, że wygrywali Bundesligę – wznawia rywalizację w piątkowy wieczór – rok w rok, to jeszcze ustanowili zatrzęsienie rekordów, urzekając stylem gry. A jednak kataloński trener musiał stawać na rzęsach, by przekonać opinię publiczną, że podpisał swoim nazwiskiem dokonania nie kiepskie, lecz rewelacyjne. Stron nie dzieliły drobne rozbieżności, dzieliła ich przepaść jak Wielki Kanion.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej