Jarosław Bińczyk: Po udanym występie w Lidze Narodów, a zwłaszcza turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich i świetnym meczu przeciwko mistrzyniom świata Serbkom, Polska przypomniała sobie o siatkarkach. Odczuwa pani już tę popularność?

Malwina Smarzek: Nawet bardzo. Gdziekolwiek wyjdę, ktoś mnie zaczepia. To dla mnie nowa sytuacja, bo do tej pory się zdarzało, ale nie aż tak, żebym nie mogła się publicznie pokazać, nie wywołując zainteresowania. Ale w sumie to bardzo miłe, bo zaczęłyśmy lepiej grać i od razu zainteresowanie naszą reprezentacją jest większe. 

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej