Jarosław Bińczyk: Po turnieju w Gdańsku Vital Heynen stwierdził, że za rok zagramy w finale olimpijskim. Są podstawy do aż takiego optymizmu?

Ryszard Bosek: Tak, już wcześniej o tym mówiłem. Uważam, że im szybciej Heynen powie o tym zawodnikom, tym lepiej się z tym oswoją i cel, jakim jest złoto olimpijskie, stanie się czymś normalnym. 

Pan, jadąc do Montrealu, był w podobnej sytuacji. To pomaga?

- Na początku byliśmy zaskoczeni deklaracjami Jurka Wagnera, później się osłuchaliśmy i mogliśmy się skoncentrować już tylko na graniu, bo cel był jasny.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej