Pół roku temu to nie było oczywiste. Klub wydojony przez bandytów stracił licencję na grę w ekstraklasie, niemal wszyscy piłkarze ze względu na zaległości w wypłatach mieli prawo do rozwiązania kontraktów z winy pracodawcy (cud, że nie każdy się na to zdecydował), co zepchnęłoby Wisłę do czwartej ligi.

Uratował ją splot szczęśliwych okoliczności – w ratowanie zaangażowali się biznesmeni z głową na karku, na powrót zdecydował się Jakub Błaszczykowski, odsunięto od władzy skompromitowany zarząd z Marzeną Sarapatą na czele, efekty zaczęła przynosić zakrojona na szeroką skalę akcja policji wymierzona w liderów bandyckiej grupy Wisła Sharks.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej