Brytyjskie media twierdzą, że załamanie Thomasa na Tourmalet (krótki etap z Tarbes, 117,5 km) może być porównane tylko do nagłego kryzysu Bradleya Wigginsa w górskim etapie do Morzine w 2010 r, po którym stracił minuty do późniejszych zwycięzców: Alberto Contadora (został później zdyskwalifikowany za doping) i Andy’ego Schlecka. Wieszczą koniec wielkiej epoki, koniec „ryglowania” – jak mawiają kolarze – wyścigu przez gwiazdorski zespół.

Walijczyk wraz z kolegami z mocarnego zespołu Ineos (wcześniej Sky) byli hegemonami Wielkiej Pętli przez kilka ładnych lat, niemal przez dekadę.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej