W pierwszej rundzie 30-letni Szpilka radził sobie całkiem nieźle. Kilka razy trafił starszego o pięć lat Brytyjczyka i widać było, że jest od niego szybszy.

Cóż jednak z tego, skoro już pierwszy mocny i czysty cios Chisory (31 zwycięstw, dziewięć porażek) de facto zakończył walkę. Szpilka przyjął potworny prawy i zanim padł na matę ringu, dostał jeszcze parę równie strasznych ciosów.

Polak niepokojąco długo nie dawał oznak życia, lecz w końcu się podniósł. Dostał brawa i od rywala, i od publiczności, która najpierw zamarła po brutalnym nokaucie, a teraz mogła odetchnąć.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej