Dariusz Wołowski: Z jednej strony dobrobyt, nowoczesne stadiony, rekordowe wpływy z kontraktów telewizyjnych. Z drugiej – coraz gorsze wyniki w rozgrywkach europejskich (BATE Borysów wyeliminowało mistrza Polski Piasta, słowacki DAC Cracovię, a Legia po kompromitującym 0:0 na Gibraltarze pokonała u siebie 3:0 amatorską Europę FC). Jaka jest prawda o polskiej ekstraklasie, która właśnie wchodzi w kolejny sezon?

Dariusz Dziekanowski (były reprezentant Polski, ekspert piłkarski): Dobrobyt nie musi być motorem napędowym postępu. Wciąż liczymy na to, że polskie kluby zrobią krok do przodu, tymczasem toną w marazmie, szarości i osuwają się coraz niżej. Dominuje kult przeciętniactwa – prezesi bez wizji zatrudniają przeciętnych dyrektorów sportowych, a ci stawiają na przeciętnych piłkarzy i trenerów. Z tego wszystkiego rodzi się obezwładniająca nijakość, na którą zespoły ekstraklasy chorują powszechnie. To, co się dzieje na naszych stadionach, nie jest ich godne. W większości meczów ligowych trudno odnaleźć jakiś głębszy cel niż minimalistyczne ciułanie punktów. I może nawet wszystko byłoby OK, gdyby raz do roku nie przychodziła weryfikacja, czyli konfrontacja z Europą. W tej potyczce polskie kluby są bezradne. Najgorsze jest może to, że porażki niczym specjalnym nie skutkują. Drużyna dostaje lanie od biedniejszych, czyli od Białorusinów czy Słowaków, i spokojnie bez wyrzutów sumienia wraca sobie do młócki ligowej. Młócki, która pozwala wszystkim tym przeciętniakom żyć wygodnie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej