Od zakończenia mundialu we Francji Megan Rapinoe nie znika z okładek i ekranów. Walczy o równe płace w sporcie, prawa kobiet, mniejszości seksualnych i imigrantów. Gdy przemawia, wiwatują tłumy. – Naszą siłą jest różnorodność. Mamy różowe i purpurowe włosy, białą i ciemną skórę, dredy i tatuaże. Jesteśmy hetero- i homoseksualne – mówiła na paradzie przywitalnej w Nowym Jorku. Nie był to spontaniczny krzyk, ale przemowa. – Tak, mamy też okres – napisała, gdy okazało się, że reprezentacja USA jako pierwsza na świecie kontrolowała piłkarkom menstruację.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej