To był finał pełen paradoksów. Federer zwyciężył w liczbie małych punktów (218:204), gemów (36:32) i innych statystykach. Ale przegrał 6:7 (5-7), 6:1, 6:7 (4-7), 6:4, 12:13 (3-7).

Mecz trwał pięć godzin. Był najdłuższy z 48 meczów obu tenisistów. Trwałby dłużej niż cztery godziny i 57 minut, gdyby nie nowy przepis. Od tego roku przy stanie 12:12 w piątym secie rozgrywa się tie-break. Zasadę wprowadzono, bo zeszłoroczny wyniszczający półfinał Kevina Andersona z Johnem Isnerem (piąty set skończył się wynikiem 26:24) pozbawił zmęczonego tenisistę z RPA szansy na walkę w finale z Djokoviciem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej