W XXI wieku zdarzył się tylko jeden sezon, w którym Serena Williams nie zajrzała do finału turnieju wielkoszlemowego. Chorowała wtedy na depresję.

Zdołowała ją śmierć Yetunde Price, przyrodniej siostry, która niechętnie przyjmowała finansową pomoc, nie wyprowadziła się z pogrążonego w przemocy Compton, zginęła w strzelaninie. Serena podjęła terapię, a potem poleciała do obozów w Ghanie i Senegalu, gdzie dawno temu przetrzymywano niewolników, których potem ładowano na statki płynące do Ameryki.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej