Ten mecz przeszedł do historii. John McEnroe uważa, że był tenisowym widowiskiem wszech czasów. To ważny głos, bo wcześniej tym mianem określano spotkanie Amerykanina i Björna Borga w finale Wimbledonu w 1980 r. Tak ikoniczne, że w 2017 r. w kinach można było oglądać o nim film fabularny z Shia LaBeoufem i Stellanem Skarsgardem.

Borg triumfował wówczas w Londynie piąty raz z rzędu. Federer wyrównał ten wynik w 2007 r. Na drodze do nowego rekordu stanął jednak Nadal. Po ponadpięciogodzinnej walce zwyciężył 6:4, 6:4, 6:7 (5-7), 6:7 (8-10), 9:7.

– To moja najboleśniejsza porażka – mówił Federer, wówczas 26-letni heros, niepokonany na trawie od sześciu sezonów. – Nie zdziwiłbym się, gdyby Szwajcar w przyszłym roku zakończył karierę – mówił Borg, który właśnie w ten sposób zareagował na porażkę z McEnroe w 1981 r.

Jakże się pomylił. Po 11 latach Federer zmierza po dziewiąty tytuł w Wimbledonie i 21. wielkoszlemowy. O cztery lata młodszy Nadal nie rezygnuje z pogoni. Do Londynu przyjechał po triumfie w Paryżu i do Szwajcara traci już tylko dwa. Przez 11 lat rywalizowali w różnych turniejach na różnych nawierzchniach, lecz ani razu w Wimbledonie i ani razu na trawie. To czyni spotkanie wyjątkowym – obejrzą je miliony widzów na całym świecie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej