Nasi siatkarze wylecieli do Chicago w niedzielę, na boisko wyjdą w środę o godz. 23.30 czasu warszawskiego – o półfinał zagrają z Brazylią, a nazajutrz z Iranem. Nie wiadomo tylko, kiedy dołączy do nich... trener Vital Heynen. Ma wylądować dopiero cztery godziny przed meczem.

Jeśli nie zdąży, zastąpi go Jakub Bednaruk. Dotychczasowy trener Łuczniczki Bydgoszcz, który w przyszłym sezonie poprowadzi MKS Będzin, został wezwany w trybie alarmowym. Przez szefów PZPS – nasz belgijski selekcjoner w wyborze tymczasowego zmiennika (jak go właściwie nazywać?) nie uczestniczył. To Bednaruk poleciał do USA, pod jego okiem ćwiczą przed decydującymi starciami siatkarze, on w razie konieczności podowodzi nimi w starciu z „Canarinhos”. Heynen zajmuje się na razie sprawami bardziej doniosłymi.

Tak, w tegorocznej Lidze Narodów dzieje się wyłącznie nienormalnie. Ewentualnie kuriozalnie. Wszystko przez szefów międzynarodowej federacji (FIVB), którzy zagęszczali i zagęszczali kalendarz rozgrywek, aż przekroczyli wszelkie granice absurdu. Nikt nie byłby w stanie wytrzymać wielomiesięcznej młócki grania bez przerwy, więc Polacy tylko rozpoczęli fazę eliminacyjną w podstawowym składzie. Potem Heynen tasował nazwiska jak opętany, w każdy z pięciu weekendów – grano kolejno w Katowicach, chińskim Ningbo, irańskiej Urmii, Mediolanie oraz Lipsku – wystawiał kompletnie innych ludzi. Zszedł do głębokich rezerwowych, ale ci zdołali awansować do turnieju finałowego, na czym zresztą nikomu specjalnie nie zależało.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej