Messi trafił w słupek, Sergio Agüero po wrzutce Messiego uderzył w poprzeczkę, Messiemu zdarzało się przebiec z piłką pół boiska, Messi aż siedem razy udanie dryblował, Messi wykreował dla kolegów cztery okazje strzeleckie. Wszystko na próżno. Jak zwykle.

Oswoiliśmy się już z tymi scenami: najwybitniejszy futbolowy wirtuoz naszych czasów (a może i wszech czasów) czaruje, z pasją walczy i gra na wielu instrumentach, ale wsparcie otrzymuje mizerne, a w końcówce meczu drużyna Argentyny wygląda już na skonstruowaną trochę kuriozalnie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej