Hiszpanie tak grali, że piłka się cieszyła - wymruczał w pochmurny sobotni wieczór Szymon Żurkowski, jeden z liderów reprezentacji, który wkrótce wróci do Italii, bo podpisał kontrakt z Fiorentiną. Przybity klęską 0:5 nazwał ją najbardziej bolesną w karierze. Gdyby Polacy zdołali wydrzeć remis, wystąpiliby w półfinale, zdobyli przynajmniej brąz, awansowali na turniej olimpijski w Tokio.

Po zwycięskich manewrach obronnych w meczach z Włochami i Belgią oraz eliminacyjnym dwumeczu z Portugalią mieli pełne prawo marzyć. Ale spadł na nich żywioł nie do opanowania. Hiszpanie zagrali perfekcyjnie, w opinii swych rodaków najznakomiciej od lat. Sceptycy bagatelizują wcześniejsze triumfy Polaków (bezapelacyjnie sensacyjne), uwypuklając styl - rzekomo niegodny, stanowiący przygnębiający zwiastun przyszłości. Młodzież powinna bowiem wprawiać się w porządnym futbolu, zamiast zabetonowywać własne pole karne i hołdować zasadzie, że każdy, nawet prymitywny sposób gry jest dobry, jeśli wiedzie ku pożądanemu wynikowi. Rywalizacja w tej kategorii wiekowej to wszak nie cel sam w sobie, lecz droga do celu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej