Jeśli w sobotni wieczór zremisują, znajdą się w strefie medalowej. Jeśli przegrają minimalnie, jedną bramką – też będą w półfinale. Jeśli przegrają wyżej – wciąż mogą pozostać w grze, wszystko będzie zależało od wyników innych drużyn. Tradycyjne w naszym futbolu arytmetyczne rachuby prowadzone pod hasłem „co musi się stać, żebyśmy awansowali”, zostały zastąpione przez milsze „czy to w ogóle możliwe, żeby odpadli”.

W niedzielę Polacy pokonali Belgię 3:2, choć najpierw przegrywali 0:1; w środę do ostatniego gwizdka utrzymali minimalne, uzyskane po strzale z dystansu Krystiana Bielika, prowadzenie z Włochami, choć rywale oddali aż 31 strzałów. nigdy panicznie, nie wybijali piłki na oślep, w żadnej chwili nie modlili się o przetrwanie. Przekopują się do celu na przekór naszym przyzwyczajeniom każącym zastanawiać się przed każdym turniejem, kiedy reprezentacja Polski rozegra tzw. mecz o honor.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej