Do sukcesu Polakom wystarczy remis w sobotnim meczu z Hiszpanią. A niewykluczone, że wystarczy im również porażka – byle minimalna, jednobramkowa.

W Bolonii znów głównie się bronili, znów strzelili gola dość „przypadkowego” – po dobitce poprzedzonej nieudanym rzutem wolnym – znów to raczej wśród rywali łatwiej było znaleźć przyszłe gwiazdy futbolu (Federico Chiesa!). Nieważne. Wykonali plan, są bliziutko pięknego sukcesu. To turniej specyficzny, elitarny. Wyjście z grupy, które dla naszych seniorskich i juniorskich reprezentacji pozostaje zazwyczaj niedostępne, jest zarazem wtargnięciem do strefy medalowej.

Rozstrzygająco uderzył w środowy wieczór Krystian Bielik. Gracz defensywny, lecz wszechstronny, z osobowością. I zasłużony wszechstronnie, choć chwalić trzeba w tym przypadku raczej grupę niż jednostki. Grupę imponująco zorganizowaną, niezłomną, każdy manewr poprzedzającą namysłem. Gdyby komentatorzy nie nadużywali, często błędnie, terminu „catenaccio”, moglibyśmy obwołać Polaków właśnie nowymi znakomitymi interpretatorami tego obronnego stylu gry.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej