W IV rundzie paryskiego Rolanda Garrosa Polka urwała raptem jednego gema broniącej tytułu Simonie Halep. W kolejnym meczu Rumunka była bezradna w starciu z Amandą Anisimovą, młodszą od Świątek o trzy miesiące. Nie oznacza to jednak, że Amerykanka przerasta Polkę o dwie klasy. Jest po prostu znacznie bardziej doświadczona. Zagrała w 17 turniejach WTA (Polka dopiero w pięciu), przed rokiem wyrzuciła z Indian Wells Petrę Kvitovą, wielkie nazwiska i korty nie robią na niej aż takiego wrażenia.

Różne ścieżki nastolatek

Świątek rywalizowała z Anisimovą w turniejach juniorskich, potem ich drogi się rozbiegły. Polka to wciąż licealistka. Uczy się w szkole niepublicznej, ale po powrocie z turnieju musi nadrabiać i zaliczać materiał. Tak było też po Rolandzie Garrosie.

Nigdy dość powtarzania, jak różne są ścieżki tenisowych karier. Zależą nie tylko od rozwoju organizmu, ale też od miejsca urodzenia, zamożności krajowej federacji czy podejścia rodziców. Anisimova od lat zasuwa na Florydzie, w tenisowym raju. Jest oczkiem w głowie amerykańskiej federacji, stąd liczne zaproszenia na zawodowe turnieje w tak młodym wieku. W Paryżu otarła się o finał, prowadziła 7:6, 3:0 z późniejszą triumfatorką Ashleigh Barty, by pogubić się na korcie i rozsypać psychicznie. Jej doświadczenie, choć bogatsze od Świątek, na takim poziomie okazało się jeszcze niewystarczające. Do finału doszła za to 19-letnia Czeszka Markéta Vondroušová, która w turniejach WTA gra już trzeci sezon (patrz tabelka). Zachwyca dropszotami, imponuje też regularnością. W każdym turnieju sezonu wygrywała co najmniej trzy mecze, w Paryżu sześć.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej