Marek Deryło: Co się stało z Robertem Byrdem w sobotę? Sędziował walki Floyda Mayweathera, Władimira Kliczki, Canelo Alvareza i wielu innych gwiazd i nie wyglądał na kogoś, kto może tak dramatycznie pogubić się w ringu.

Andrzej Wasilewski: Od razu chcę powiedzieć: nie szukam spisku, nie twierdzę, że Amerykanin był kupiony. Natomiast faktem jest, że ten już 76-letni arbiter pogubił się kompletnie. Gdy Mairis Briedis uderzył Krzyśka łokciem, Byrd stracił kontrolę nad pojedynkiem i już jej nie odzyskał. Tak jak nasz zawodnik. Łokieć Briedisa wszystko zmienił.

Czy Łotysz powinien być zdyskwalifikowany od razu po tym ciosie?

- Przepisy bokserskie nie są tak precyzyjne i nie ma zapisu, co kategorycznie powinien zrobić sędzia w takiej sytuacji. Dysponuje on jednak pewnym zbiorem możliwości i wybiera tę, która jego zdaniem jest odpowiednia. W sobotę postąpił tragicznie. Musiał widzieć, że to był faul, bo nie liczył naszego zawodnika, a Briedisowi zabrał punkt. Ale dlaczego zatem nie dał Głowackiemu nawet minuty odpoczynku? Ponieważ widział faul, powinien sprawdzić, jak pięściarz się czuje, odesłać go do narożnika. A on krzyczał: „Wstawaj!”, i groził, że za chwilę przerwie walkę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej