Selekcjoner Czesław Michniewicz to jeden z najbardziej charakterystycznych polskich trenerów. Przed meczem obiecywał nie zwycięstwo, ale grę, za którą nie trzeba będzie się wstydzić. - Postaramy się zrobić wszystko, by kibiców zęby nie bolały - mówił. W meczu z Belgią na starcie mistrzostw się udało. Polacy zaczęli fatalnie, potem jednak pokazali ambicję i klasę. Faworytami do awansu wciąż nie są, bo trafili do grupy z gospodarzami turnieju we Włoszech i bardzo mocnymi Hiszpanami. Mecz z Belgią był przepustką do marzeń i Polacy sobie ją zapewnili. Mogą grać bez presji z drużynami wyżej notowanymi. W zakończonych właśnie w Polsce mistrzostwach świata do lat 20 nasza młodzież futbolowa nie podbiła serc rodaków. Drużynie Michniewicza może się to udać. Może nasz futbol nie jest skazany na bezbarwną przyszłość?

Początek był zdecydowanie dla Belgów. Najpierw strzał Mangali, po którym piłka trafiła w słupek, a w 16. min Mbenza nie został zatrzymany na skrzydle, podał, a Leya Iseka wbiegł między polskich stoperów i z bliska bez trudu wbił piłkę do naszej bramki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej