Głowacki i Mairis Briedis przegrali tylko raz. Z tym samym rywalem, Ołeksandrem Usykiem. Niepokonany Ukrainiec zdominował tę kategorię wagową i przenosi się do wagi ciężkiej. – Stawką jest pas WBO, który Krzysiek uważał za swój [zabrał mu go Usyk], oraz WBC, według niego najbardziej prestiżowy – opowiada Fiodor Łapin, trener Polaka.

Głowacki przegrał z Ukraińcem wyraźnie na punkty, dla Łotysza sędziowie w Rydze byli nadzwyczaj łaskawi – jeden widział remis, dwóch dało zwycięstwo Usykowi tylko dwoma punktami. – Walka nie była tak wyrównana. Od szóstej rundy Briedis wyraźnie przegrywał. Ale nie zaprzątamy sobie głowy sędziowaniem, ponieważ nie mamy na nie wpływu – mówi Łapin.

Łotysz trafia, publiczność skacze

Gdy w Rydze walczy Briedis – kilka lat temu policjant patrolujący ryskie ulice, mówiący w ojczystym języku (to ważne dla kraju z blisko 40-procentową mniejszością mówiącą po rosyjsku), odznaczony przez prezydenta. Nawet zwyczajny lewy prosty wywołuje poruszenie. Głowacki oglądał tam kiedyś walkę Łotysza i wspominał, że nawet jak trafiał on w gardę rywala, publiczność podskakiwała.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej