12 czerwca, ledwie zaczął się czas transferów, a królewski klub z Madrytu już pobił swój własny wynik z 2009 roku. To był spektakularny moment, po klęsce na wszystkich frontach do klubu wracał prezes Florentino Perez. Poczucie frustracji w Madrycie potęgowała Barcelona - najlepsza wtedy drużyna świata. Zdobyła potrójną koronę, Realowi spuściła historyczne lanie (6:2 na Santiago Bernabeu). Gorzej w królewskim klubie być nie mogło.

Real Madryt. 254 mln wywołały protesty

Legendarny prezes poczuł, że wraca jego czas. Wydał tamtego lata 254 mln euro sprowadzając Cristiano Ronaldo, Karima Benzemę, Kakę, Xabiego Alonso, Albiola, Negredo, Arbeloę i Granero. Na czele projektu stanął Manuel Pellegrini, trener za którego trzeba było zapłacić kwotę odstępnego. Wytrwał na ławce rok, Perez wydał na niego wyrok po tym jak nowa królewska drużyna poległa w 1/8 finału Ligi Mistrzów ze skromnym Lyonem. Real kończył kolejny rok bez trofeum.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej