Saga trwa od dawna. Już przed mundialem w Rosji Griezmann był bliski transferu na Camp Nou. Wtedy się jednak wycofał. Dostał wysoką podwyżkę w Atletico, szefowie klubu przekonali Francuza, żeby został. Przecież tegoroczny finał Ligi Mistrzów odbywał się na Wanda Metropolitano. Atletico bardzo chciało wystąpić na swoim stadionie. Na drodze Griezmanna i jego kolegów stanął Juventus Turyn w 1/8 finału. Wtedy było jasne, że drużyna Diego Simeone przejdzie fundamentalne przeobrażenia. Odejście Griezmanna było przesądzone. Tylko gdzie? Kandydatów było kilku: Manchester United i PSG.

Przed rokiem gracze Barcy witali już Francuza z otwartymi ramionami. Mówili, jak bardzo wzmocniłby zespół z Camp Nou. I podobno bardzo się jego decyzją rozczarowali. Więc gdy wiosną wrócił temat transferu, szatnia zespołu z Katalonii zamilkła. Poproszony o komentarz kapitan Leo Messi powiedział chłodno: „W sprawie Griezmanna nic nie komentujemy”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej