W historii finałów NBA tylko raz (w 2016 r.) zdarzyło się, by triumfowała drużyna przegrywająca 1:3. Cleveland Cavaliers pokonali wtedy Golden State Warriors, czyli zespół, który w ostatnich czterech latach trzy razy zdobył tytuł i nie chce go oddać Toronto Raptors.

Raz na ponad 70 finałów. A jednak eksperci i bukmacherzy w żadnym razie nie skreślali przegrywających 1:3 Warriors, choć ci na mecz nr 5 lecieli do Toronto. Wszystko przez Kevina Duranta.

Kontuzjowany przez miesiąc supersnajper, czterokrotny król strzelców NBA, wrócił na piąty mecz i po tej informacji kursy bukmacherów zaczęły się zmieniać. I nic dziwnego. 30-latek to MVP dwóch ostatnich finałów: w 2017 r. rzucał średnio 35 pkt (4:1 z Cavaliers), rok później 29 (4:0 z Cavaliers). Mecz w Kanadzie zaczął od trzech celnych trójek z rzędu. Ale dryblując na początku II kwarty, nagle się zatrzymał i stracił piłkę. Zerwał ścięgno Achillesa i nie zagra przez kilka miesięcy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej