Znamy tych zawodników i wiemy, że potrafią grać w piłkę - najpierw czekamy więc cierpliwie na „rozwiązanie worka z bramkami”. Potem już z mniejszą cierpliwością na Tę Pierwszą płynną akcję, po której wszystko się odczaruje i jakoś poleci. Czas mija, a my już rozpaczliwie czekamy na Tę Jedyną udaną akcję, która przecież zdarzyć się musi, o niej zdecydują wszak nie umiejętności, lecz sam rachunek prawdopodobieństwa.

I tak tracimy czas, sami się tracimy, siedzimy na zatracenie – otchłań wciąga i nami poniewiera. Kadra Brzęczka jest jak ofiara udaru zmagająca się z afazją: piłkarze cierpią na uporczywą niemożność złożenia sensownego zdania (akcji), słowa (podania) nie składają się w logiczny przekaz. Patrzymy na te wysiłki z mieszaniną irytacji i współczucia. Miał być przyjemny i niezobowiązujący wieczór, tymczasem coś się zdarzyło na urwanym filmie: wycięto nam dwie godziny życia i zamiast radości z wygranej mamy w ustach absmak wyjątkowo toksycznej mieszanki alkoholi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej