To przełomowa decyzja w dziejach futbolu kobiecego w Polsce. PZPN wyda na reformę piłki nożnej kobiet aż 30 milionów złotych w ciągu 5 lat. Wszystkie kluby będą dofinansowywane przez federację, wzrosną też nagrody dla najlepszych. Mistrz Polski otrzyma 200 tys. zł, a zdobywca Pucharu Polski dwa razy tyle. Federacja liczy, że zachęci do żeńskiego futbolu największe kluby w Polsce - Legię Warszawa, Lecha Poznań, Wisłę Kraków czy Górnika Zabrze. I w ten sposób podniesie poziom oraz przyciągnie kibiców na stadiony.

Hanna Urbaniak: Co się stało, że zabrał się pan za rewolucję w piłce kobiecej? Nie uchodził pan w środowisku za jej miłośnika.

Zbigniew Boniek: – Gdy 7 lat temu przyszedłem do PZPN, to zdawałem sobie sprawę z tego, że wiele rzeczy trzeba będzie zreformować. Akurat na zmiany w piłce kobiecej trzeba było trochę poczekać, bo wcześniej zwyczajnie nie było czego reformować. Było za mało zawodniczek, których liczbę udało się zwiększyć poprzez turniej Tymbarku i wiele innych akcji. Wtedy w piłkę grało kilka tysięcy kobiet, a teraz mamy ponad 30 tys. piłkarek w Polsce. Wyniki zaczęła też osiągać nasza kadra, która w marcu wygrała z mistrzem Europy, Holandią oraz z potęgą w futbolu młodzieżowym, Hiszpanią. Doszedłem więc do wniosku, że muszę piłce kobiecej stworzyć warunki do tego, żeby mogła się rozwijać. Liczę na to, że zachęci to męskie kluby do otwierania sekcji kobiecych. A duże marki przyciągną do żeńskiego futbolu kibiców. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tak jak to jest na Zachodzie, kibice wielkich klubów chodzili na mecze mężczyzn i kobiet. Tylko najpierw piłkarki muszą zacząć grać w normalnych warunkach i w porządnej lidze, która będzie dofinansowywana przez PZPN. Przez 5 lat przekażemy na piłkę kobiecą 30 milionów złotych. Potem zobaczymy, co dalej. Może zorganizujemy w Polsce mistrzostwa Europy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej