- Myślałem, że kierowca, który jest z przodu, ma priorytet w doborze strategii... - powiedział Polak do swojego inżyniera wyścigowego. 34-latek wystartował bardzo dobrze i z ostatniego (20.) miejsca przebił się na 18. Wyprzedził partnera z zespołu - George'a Russella - oraz Antonio Giovinazziego (Alfa Romeo). Russella trzymał za plecami, dlatego tak ironicznie skomentował fakt, że to Brytyjczyk zjechał do alei serwisowej, gdy na torze - po kolizji Charlesa Leclerca (Ferrari) i Nico Hulkenberga (Renault) - pojawił się samochód bezpieczeństwa. Przyjęte jest bowiem, że pierwszy na pit stop zjeżdża ten kierowca ekipy, który jest z przodu. A gdy na torze jest safety car, pit-stopy są dla kierowców niemal "darmowe", gdyż reszta stawki nie może za bardzo uciec, bo jedzie powoli za samochodem bezpieczeństwa.

Przed powrotem Kubicy do F1 wielu kibiców obawiało się, że - przez pokiereszowaną rękę - na strasznie krętym i ciasnym torze w Monte Carlo nie da on rady. Zwracano uwagę na charakterystyczny, bardzo wymagający nawrót, ten najwolniejszy w F1. Tam Kubica miał niedomagać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej