Drugim rywalem Polski w juniorskim mundialu będzie Tahiti. Nasza reprezentacja na inaugurację przegrała z Kolumbią 0:2. Gdyby szukać pozytywów, to najlepszy jest wynik, bo podopieczni trenera Jacka Magiery przez 90 minut oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, zresztą niegroźny. Tahitańczycy stracili trzy gole z Senegalem, ani razu nie trafiając w bramkę.

Po meczu byli załamani, ale gdy usłyszeli, że kibice skandują „Tahiti”, bardzo się ucieszyli, pobiegli robić sobie z nimi zdjęcia – opowiada Radosław Grabowski, lekarz ortopeda opiekujący się naszymi grupowymi przeciwnikami.

Pech lekarza z Tahiti

Grabowski jest łodzianinem, do niedawna zajmował się piłkarzami drugoligowego Widzewa. Do tahitańskiej kadry trafił dwa tygodnie przed turniejem. Drużyna od czterech tygodni jest w Europie, a do mistrzostw przygotowywała się w Tuluzie. W czasie zgrupowania zachorował lekarz, a ściągnięcie drugiego z Polinezji było niemożliwe. Z pomocą przyszła FIFA, ogłaszając konkurs. Doktor Grabowski jeździ na sympozja organizowane przez światową federację, więc zgłosił się za pośrednictwem PZPN i dostał angaż.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej