Według hiszpańskiego dziennika "El Pais" było ich 200, ale według amerykańskiego "New York Timesa" - nawet o 100 więcej. Na najwyższym szczycie Ziemi pogoda była w środę fenomenalna, dlatego wszyscy chcieli się na niego wspiąć. Wyprawy komercyjne na legendarną górę już dawno stały się jej przekleństwem. W ubiegłym roku na Everest weszły 563 osoby od strony Nepalu i 239 osób od strony Tybetu. Razem 802, co stanowiło historyczny rekord. Jak się ma do tego wynik z ostatniej środy, gdy 200 osób postawiło stopę na najwyższej górze świata? Nigdy dotąd jednego dnia aż tylu ludzi nie atakowało Everestu. Zrobił się ścisk, korek pod szczytem. Trzeba było stać w kolejce i czekać kilka godzin.

Najbardziej znani himalaiści są oburzeni. Legendarny Reinhold Messner mówi, że wspinanie się w wyprawach komercyjnych nie ma nic wspólnego ze sportem, jest turystyką, szkodliwą, bo zadeptującą i zaśmiecającą Himalaje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej