To była wyjątkowo trudna decyzja, ale klub z The Emirates uznał, że został do niej zmuszony. Władze Arsenalu poinformowały, że Henrich Mychitarian chciał lecieć do Baku, ale po rozmowach z trenerem Unaiem Emerym razem doszli do wniosku, iż ryzyko jest zbyt wielkie. Londyński klub już kilka tygodni temu zażądał od UEFA gwarancji bezpieczeństwa w Azerbejdżanie dla piłkarza i jego rodziny. UEFA twierdzi, że przedstawiła Arsenalowi szczegóły takiego planu, ale klub uznał go za niewystarczający. To samo mówi Elkhan Mammadov, sekretarz generalny Azerskiej Federacji Piłkarskiej. „Przedstawiliśmy UEFA gwarancje bezpieczeństwa dla Mychitariana, żeby mógł przyjechać do Baku”. I dodał, że sportowcy z Armenii brali już udział w zawodach rozgrywanych w Azerbejdżanie.

Różnie z tym bywa. Władze Azerbejdżanu nie wpuszczają sąsiadów z Armenii na swoje terytorium. Armeńscy szachiści nie wystartowali w olimpiadzie szachowej zorganizowanej w Baku w 2016 roku. Rok wcześniej Mychitarian jeszcze jako piłkarz Borussii Dortmund nie poleciał do stolicy Azerbejdżanu na mecz Ligi Europy. To samo stało się w październiku 2018 roku, gdy Armeńczyk opuścił wyjazdowy pojedynek fazy grupowej Arsenalu z Quarabag, choć dostał wizę azerską.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej