Jurij Ganus od prawie dwóch lat stoi na czele agencji antydopingowej (RUSADA). Ten 55-letni urzędnik (inżynier i prawnik) zorganizował pracę instytucji tak dobrze, że we wrześniu ubiegłego roku skompromitowana agencja odzyskała akredytację WADA i może sama przeprowadzać badania sportowców. Robi to z niezłym skutkiem, o czym świadczą pojawiające się często komunikaty o zawieszeniu kolejnych zawodników.

Kiedy pod koniec ubiegłego roku rosyjskie władze wymyślały różne preteksty, by przeszkodzić inspektorom WADA w skopiowaniu danych rosyjskiego laboratorium, napisał list otwarty do Władimira Putina, przypominając, że grożące Rosji sankcje mogą doprowadzić do całkowitego wykluczenia jej sportowców z międzynarodowych startów.

Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej