Zadanie jest piekielnie trudne. Ostatnie dwa podejścia Legii Warszawa, najlepszej polskiej drużyny ostatnich lat, pod ośmiotysięcznik o nazwie Champions League zakończyły się upokarzającym powrotem do bazy.

Na tle drużyn aspirujących do Champions League śląska drużyna jest ubożuchna – jej budżet to ok. 25 mln zł. Legii – ok. 170 mln. W ostatnich latach na płace przeznacza się w Piaście ok. 40 proc. budżetu – 10 mln. Czyli kilkakrotnie mniej niż w Legii. Gdyby spojrzeć oczami księgowego, Liga Mistrzów w Gliwicach jest marzeniem ściętej głowy.

Znalazłyby się i inne przesłanki niepowodzenia.

Nowy mistrz Polski musi przystąpić do eliminacji Ligi Mistrzów już od pierwszej rundy eliminacji. Czas na odpoczynek króciutki – pierwsze mecze zaplanowane są na 9 lub 10 lipca, rewanż tydzień później.

Piast nie może liczyć na rozstawienie. Ma niski współczynnik klubowy UEFA – 3,850 pkt. Zagrał w pucharach tylko raz w ostatnich pięciu latach, zdobył zaledwie pół punktu. Porównując go do Legii: były mistrz miał współczynnik klubowy 24,500, dzięki czemu byłby rozstawiony w dwóch pierwszych rundach eliminacji LM. Żeby dostać się do elity, Piast musiałby przeskoczyć aż cztery rundy eliminacji i w żadnej z nich nie byłby rozstawiony.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej