- To, co ma dla mnie największe znaczenie, to trofeum - powiedział Nadal po finale. W Rzymie triumfował po raz dziewiąty, ale tym razem smak zwycięstwa mógł być wyjątkowy, bo Hiszpan czekał na nie długo. Od początku sezonu aż do drugiej połowy maja, co nie zdarzyło mu się od pierwszego triumfu w Sopocie 15 lat temu. Zawsze pierwsze trofeum brał wcześniej.

W dwóch ostatnich sezonach na kortach ziemnych nie miał sobie równych, ale w tym trzykrotnie odpadał w półfinałach: w Monte Carlo zatrzymał go Fabio Fognini, w Barcelonie - Dominic Thiem, a w Madrycie - Stefanos Tsitsipas. W Rzymie Nadal wreszcie się odrodził. W samą porę. Dzięki zdobyciu tytułu umocni się na pozycji faworyta przed Rolandem Garrosem (26 maja - 9 czerwca), w którym był najlepszy rekordowe 11 razy.

Finał z Djokoviciem miał zaskakujący przebieg. Obaj tenisiści spotkali się na korcie po raz 54. (Serb prowadzi 28-26). W ostatnim meczu, o mistrzostwo Australian Open, Djoković niemal ośmieszył rywala, wygrywając w trzech szybkich setach. Teraz w pierwszej partii poległ do zera - taki set w ich rywalizacji zdarzył się po raz pierwszy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej