Gdy reprezentacja zdobywała dwa razy mistrzostwo świata, w składzie miała tylko dwóch zawodników występujących za granicą: Michała Kubiaka (najpierw Halkbank Ankara, później japońskie Panasonic Panthers) i Fabiana Drzyzgę (Olympiakos). Żadnego ze złotych medalistów nie było we Włoszech, które znów skupiają większość największych siatkarskich gwiazd.

Dekadę temu Serie A przeżywała kryzys organizacyjny, przez co przestała być konkurencyjna – wyjątek stanowiło Trentino – dla innych czołowych lig, także polskiej. Naszym gwiazdom gra we Włoszech przestała się opłacać albo – jak w przypadku Mariusza Wlazłego – nie chciały się ruszać z Polski. W odwrotną stronę ciągnęli trenerzy, nierzadko uznani – jak Andrea Anastasi, Lorenzo Bernardi czy Ferdinando De Giorgi. U nas pierwsze sukcesy odniósł Andrea Gardini, pod którego wodzą Zaksa Kędzierzyn-Koźle awansowała do finałów Ligi Mistrzów, a w tym sezonie sięgnęła po mistrzostwo i Puchar Polski. Rok wcześniej Roberto Piazza doprowadził do złota PGE Skrę Bełchatów, a Emanuele Zanini tworzył podstawy rewelacyjnej ostatnio Warty Zawiercie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej