To się nie mieści w głowie. Dlaczego gospodarze znienacka zdrętwieli akurat wtedy, gdy zanosiło się, że ich koszulki nie zdążą nawet przesiąknąć potem?

W decydującym finałowym starciu prowadzili 2:0, oba sety z Cucine Lube Civitanovą wygrali gładko, a rywale wyglądali na kompletnie zniechęconych – właśnie przez urodzonego na Kubie fenomenalnego siatkarza, który teraz przyleci do Polski, żeby podbijać świat z reprezentacją naszego kraju.

Przez cały sezon zanosiło się, że Italię nie tyle podbije, ile rozbije. Jak w inauguracyjnym secie wtorkowego meczu, gdy wystrzelił cztery asy serwisowe – wyczyn arcyrzadki nawet dla kanoniera o jego zasięgu rażenia. A potem, kiedy goście się podnieśli, León znów huknął. Wybrał sobie akurat batalię o złoto, żeby ustanowić absolutny rekord sezonu – siedem asów w meczu!

Nie wystarczyły. Pomimo rewelacyjnego początku Perugia szokująco bezwolnie oddała trzeciego seta, potem czwartego. Była jak odłączona od zasilania. Wraz z upływem czasu na coraz bardziej przestraszonego wyglądał drugi główny ogniowy Aleksandar Atanasijević, więc w tie-breaku rywali już wiedzieli, że mogą mu odpuścić. Że należy skupić się na Leónie. Przewagę osiągnęli gigantyczną, ostatnią partię wygrali 15:10.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej