Gdy piłkarze City stracili gola na 0:1, zareagowali z taką furią, że 83 sekundy później był już remis. Zanim zeszli na przerwę, objęli prowadzenie. A po powrocie na boisko wprost wgnietli Brighton w pole karne. Nie po to miesiącami tłuką ligowe punkty jak opętani, by zagapić się w ostatniej kolejce.

Liverpool też szalał przez cały sezon, przegrał zaledwie raz – właśnie w Manchesterze. Zgromadził aż 97 punktów, więcej niż kiedykolwiek jakikolwiek wicelider w czołowych ligach Europy – minimalnie poprawił dorobek Realu Madryt z sezonu 2009/10, dotychczasowego rekordzisty wśród wicemistrzów.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej