Triumfator 18 turniejów deblowych dyrektorem challengera Sopot Open został przed rokiem. – Spodziewałem się, że będzie łatwiej – mówił w czwartek, bo podczas pierwszej edycji problemy waliły mu się na głowę. Korty w Sopocie na kłódkę zamknęli skonfliktowani z władzami miasta działacze klubu SKT, więc turniej trzeba było niemal w ostatniej chwili przenieść do Gdyni. A największe gwiazdy – Jerzy Janowicz i Nicolás Almagro – wycofały się jeszcze przed losowaniem.

Mimo to turniej się odbył i zebrał dobre opinie, także od ATP. – Jego wysłannik ocenia każdą imprezę, przyznając punkty. Liczy się wszystko: komfort hotelu dla zawodników i standard samochodów, które dowożą ich na korty; natężenie korków; jakość wyżywienia; sprawdza się nawet to, czy wyrysowane na korcie linie są proste. Dostaliśmy wysoką notę, a co za tym idzie – możliwość zwiększenia puli nagród – mówi Fyrstenberg.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej