Piotr Wesołowicz: Przez uraz pleców i operację opuścił pan mecze o medale PlusLigi. Lekarze na początku nie dawali szans, by zdążył pan na sierpniowy turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Tokio, na którym Polska musi wyprzedzić Tunezję, Słowenię i Francję. Jak jest teraz?

Bartosz Kurek: Coraz lepiej. Po operacji trochę odpoczywałem, teraz zaczynam truchtać. Wyprzedzamy harmonogram, być może wrócę wcześniej, niż planowałem. Dałem sobie deadline do turnieju kwalifikacyjnego. Jestem pewny, że pod względem zdrowotnym będę gotowy do gry. Nie biorę pod uwagę innej możliwości. Zależy mi na tym, by dojść do formy, dzięki której będę mógł myśleć o miejscu w składzie. Ale jeśli trener Vital Heynen uzna, że ktoś będzie ode mnie w tej chwili lepszy, zaakceptuję to.

Kontuzja bardzo pokrzyżowała plany Heynena?

– Jeszcze przed urazem trener powiedział, że nie byłem przewidziany do gry we wszystkich turniejach Ligi Narodów. Belg chce rotować składem. Z kadrą będę jednak od początku, selekcjoner chce, bym był przez cały czas z grupą.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej