Piłkarze Liverpoolu wcale nie wyglądali na natchnionych. Działali raczej na zimno, jak rewolwerowcy, którzy realizowaniem takich zleceń zajmują się całe życie. A przecież tydzień temu przegrali 0:3.

Barcelończycy sprawiali natomiast wrażenie bliskich utraty przytomności. Kuriozalnie wyglądał zwłaszcza ostatni cios, który powalił ich już nieodwołalnie – niektórzy stali wręcz odwróceni plecami do piłki, gdy rywale wycinali im cwaniacki numer widywany raczej na poziomie okręgówki.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej