Po siedmiu latach ŁKS znów zagra w ekstraklasie. Awans zapewnił sobie dwie kolejki przed końcem po imponującej rundzie wiosennej. W 11 meczach zdobył 28 punktów, tracąc tylko dwa gole. Najlepszy w I lidze Raków Częstochowa, który też zagra w ekstraklasie, zgromadził wiosną siedem punktów mniej.

A przecież ŁKS to beniaminek, który odbudowuje się po bankructwie w 2013 r. Zaczynał od piątego poziomu. Przyspieszenia nabrał trzy lata temu, kiedy na czele klubu stanął łódzki biznesmen Tomasz Salski, właściciel firmy pogrzebowej. Na początku musiał się zmierzyć z kibicami, którzy doprowadzili do reaktywacji i pierwszego awansu, lecz wtedy ich możliwości się skończyły. Potrzeba było zastrzyku finansowego, by wykonać kolejny krok. Nowi szefowie stowarzyszenia zaszantażowali grupy kibicowskie, które nie chciały stracić wpływów. – Salski postawił ultimatum: albo oddajecie całą władzę, albo sami finansujecie drużynę. I wygrał – opowiadał jeden z nowych członków zarządu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej