Dziwny był to sezon. Począwszy od bankructwa Stoczni Szczecin, która miała zburzyć hierarchię na szczytach, przez niesportową postawę MKS-u Będzin, który wiedząc, że nie spadnie, pozbył się najlepszych zawodników, słabość niedawnych potęg, czyli PGE Skry Bełchatów i Asseco Resovii, dokonywane w ostatniej chwili transfery medyczne, aż po spektakularne pomyłki sędziów w decydujących spotkaniach. Niezmienna była tylko Zaksa, dominująca od pierwszej do ostatniej kolejki.

W czterech ostatnich latach siatkarze z Kędzierzyna-Koźla zawsze byli w finale PlusLigi, przegrali tylko raz – przed rokiem z PGE Skrą. Z drużyny, która w 2016 roku sięgnęła po złoto, w sobotę z tytułu cieszyli się Benjamin Toniutti, Sam Deroo, Paweł Zatorski i Łukasz Wiśniewski. Trzej pierwsi wyrastają ponad poziom polskiej ligi. Wraz z mistrzami świata Mateuszem Bieńkiem i Aleksandrem Śliwką, a także Rafałem Szymurą i Łukaszem Kaczmarkiem stworzyli zespół, który zdominował polską siatkówkę, wygrywając w tym sezonie mistrzostwo i Puchar Polski.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej