Z ośmiu par I rundy rywalizacji o mistrzostwo NBA zakończyło się sześć. Awansowały drużyny wyżej rozstawione. Męczą się tylko dwa najlepsze zespoły Konferencji Zachodniej. O ile męki Denver Nuggets z San Antonio Spurs słynnego trenera Grega Popovicha nikogo nie dziwią, to problemy Warriors z Clippers są sensacyjne (stan gry 3:2). Aż 19 z 20 ekspertów pytanych przez ESPN typowało, że seria zakończy się w czterech lub pięciu meczach.

Naprzeciw siebie stanęły bowiem zespół pełen gwiazd i zespół bez nich. Stephen Curry, Klay Thompson i Kevin Durant dali Warriors cztery kolejne finały i trzy mistrzostwa. W tym sezonie są pewniakami do obrony tytułu. W czwartek mieli awansować do II rundy, gdzie już czekają Houston Rockets, żądni rewanżu po zeszłorocznej porażce 3-4 w finale Konferencji Zachodniej. Za dolara postawionego na Warriors bukmacherzy oferowali tylko pięć centów, a za wygraną gości – dziesięciokrotność zagranej kwoty. Gwiazdy nie zawiodły: Durant rzucił 45 punktów, Curry 24, a Thompson 22. Gospodarze przegrywali przez większą część spotkania, ale na niespełna trzy minuty przed końcem objęli prowadzenie 118:117. Wtedy mecz wziął w swoje ręce Lou Williams. Trafił trójkę mimo faulu Duranta, rzut osobisty, potem wszedł pod kosz, a w kolejnej akcji trafił z półdystansu. Zrobiło się 118:125 i Warriors zaczęli oddawać nerwowe rzuty za trzy. Zamiast przygotowywać się na Rockets, muszą lecieć do Los Angeles na mecz numer sześć.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej