Niewiele zostało ze szlagieru ekstraklasy. Na pewno nie jest to już mecz najlepszych polskich drużyn, bo Lech rundę finałową zaczął gdzieś na dnie grupy mistrzowskiej, zajmuje się głównie tym, by dotrwać do końca sezonu. Temperatura spadła tak bardzo, że w środę na stadion w Poznaniu przyszło 12 tys. widzów. A wysokiego poziomu sportowego nigdy, nawet w dobrych czasach, Legia i Lech nie gwarantowały.

Ten mecz wciąż pokazuje jednak, co jest nie tak z polską ligą. Oba zespoły spotkały się ostatni raz 60 dni temu. Trenerem Lecha był wówczas Adam Nawałka, Legii – Ricardo Sá Pinto. W meczu jesiennym na ławce zespołu z Poznania siedział Ivan Durdević, na ławce legionistów – Sá Pinto, który kilka tygodni wcześniej zastąpił Deana Klafuricia. Dziś bezpiecznie można założyć, że w pierwszym szlagierze następnego sezonu Lecha nie poprowadzi Dariusz Żuraw, a Legii Aleksandar Vuković, skoro obaj szkoleniowcy oficjalnie są nazywani tymczasowymi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej