W weekend mistrzami kraju zostali piłkarze Juventusu – ósmy raz z rzędu, to rekordowy wyczyn w czołowych ligach Europy – co przyjęto jak parafkę na dokumencie o dawno ustalonej treści. Ich prymatu nikt nie próbuje kwestionować, nie muszą się nawet przesadnie wysilać. Stylem gry zresztą nie porywają.

Porywają natomiast piłkarze z Bergamo, którzy przez cały sezon grają bezkompromisowo, wręcz brawurowo, więc we współtworzonych przez nich widowiskach pada najwięcej goli (średnio 3,27 na mecz). I po wyjazdowym zwycięstwie 2:1 nad Napoli zrównali się z punktami z Milanem zajmującym czwarte miejsce w tabeli, najniższe dające awans do Ligi Mistrzów. Atalanta to klasyczny przypadek drużyny uwielbianej przez tzw. bezstronnych kibiców. Od dawna słynie ze świetnego szkolenia młodzieży, należy do lokalnych właścicieli, dzięki wynikom ponad stan dosłużyła się tytułu Królowej Prowincji, a teraz, choć dysponuje ledwie 14. budżetem płacowym w rozgrywkach totalnie zdominowanych przez metropolie, usiłuje włamać się do elity. Liga Mistrzów ma Ajax Amsterdam, a liga włoska ma Atalantę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej