Tadeusz Kądziela: Śledzę pana profil na Instagramie, a tam: brązowy ryż, brokuły, awokado, szpinak, ciecierzyca. Rano owsianka albo koktajl z owoców. Nowa dieta?

Paweł Fajdek: Odkrywam przyjemność z jedzenia zdrowych rzeczy. Czuję radość i dzielę się tym z innymi. Dieta? Nazywam to zwiększeniem profesjonalizmu. W czerwcu skończę 30 lat i uznałem, że to fajny moment na pozytywne zmiany.

W lutym w Łodzi na trybunach podczas mityngu Orlen Cup wyglądał pan jak cień Pawła Fajdka.

– Na początku października zerwałem mięsień brzuchaty w lewej łydce. W grudniu dostałem zielone światło do rozpoczęcia treningów, ale uraz się odnowił. Przygotowania do sezonu wznowiłem dopiero w marcu. Przez siedem miesięcy masa mięśniowa spadła, dlatego było mnie tak mało. Teraz wszystko wraca do normy. Staram się, by masa mięśniowa wzrastała o kilogram miesięcznie, i nieźle to wygląda. Ważę już mniej więcej tyle, co wtedy, gdy pierwszy przekraczałem na rzutni 83 metry.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej