Od początku sezonu wszystkie znaki na niebie i murawie wskazywały na to, że Cracovia prędzej spadnie do I ligi, niż dostanie się do eliminacji Ligi Europy. W 10 pierwszych meczach uzbierała ledwie siedem punktów, była na dnie. W 10 tegorocznych zdobyła ich 21. Zajmuje czwarte miejsce.

Probierz zostałby wylany z Cracovii, gdyby w Krakowie działały siły rządzące polską piłką. Kiedy jego drużyna przegrywała raz za razem, z trybun na prezesów i trenera wylewano pomyje, na stadionie kolportowano ulotki domagające się natychmiastowych zmian w sposobie zarządzania klubem. Zapowiadał się kolejny sezon do spisania na straty. Sam Probierz mówił, że w każdym innym polskim klubie ekstraklasy dawno zostałby zwolniony.

Prezes Filipiak wyciąga wnioski

Parę lat temu w podobnej sytuacji pewnie wyleciałby również z Cracovii. Prezesowi Januszowi Filipiakowi w przeszłości zdarzało się zarządzać rewolucję, kiedy tylko zespół wpadał w głębszy niż zwykle kryzys, ale w obecnym trenerze – na to wygląda – zobaczył współpracownika na lata. Kiedy go zatrudniał, obaj musieli odpowiadać na pytania, jak długo ze sobą wytrzymają. To miało być zderzenie dwóch mocnych charakterów, osób nienawidzących sprzeciwu. Wróżono, że prędzej czy później (raczej prędzej!) dojdzie do wybuchu. Czyli zwolnienia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej