Lider rankingu ATP znów przestaje przypominać maszynę. Ostatni raz można było go za nią wziąć w Melbourne, gdy ośmieszył Nadala w finale w trzech szybkich setach. Żaden z rywali nie mógł się wówczas chwalić, że porządnie zmęczył Djokovicia, choć akurat Miedwiediew był tego najbliżej. W IV rundzie zdołał mu urwać seta.

W ćwierćfinale w Monte Carlo 23-letni Rosjanin, 14. zawodnik rankingu ATP, był zwyczajnie lepszy. Bardzo dobrze returnował słabszy tego dnia serwis Djokovicia, niezmordowanie zasuwał po całym korcie i czekał na właściwy moment, by zakończyć akcję, najczęściej bekhendem. – Ma odpowiedź na wszystko – zachwycali się komentatorzy Tennis TV, a Christopher Clarey z „NY Timesa” zatweetował, że bekhend Rosjanina szybko staje się jednym z najgroźniejszych uderzeń na światowych kortach.

Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej