Po wizycie na oficjalnej stronie WTA kibice mogą odnieść wrażenie, że najlepsza polska tenisistka jest duchem. Na jej profilu znajdziemy wyniki – także te z ostatniego tygodnia, gdy w Lugano doszła do swojego pierwszego finału turnieju WTA – i niewiele więcej. Fan nie dowie się tam natomiast, jak Świątek wygląda, skąd pochodzi, gdzie mieszka, z kim trenuje, ile ma wzrostu ani nawet czy kolejne rywalki pokonuje prawą, czy lewą ręką.

Jedyne twarde dane to wiek – Polka dopiero 31 maja osiągnie pełnoletność, choć patrząc na to, co wyprawia na korcie, można odnieść wrażenie, że dorośleje błyskawicznie, z meczu na mecz. Jej kariera jest wciąż jednak tylko półzawodowa. Turnieje to przerywnik między lekcjami w II klasie liceum na warszawskim Mokotowie. I tak będzie jeszcze co najmniej rok, do matury.

Brak refleksu ze strony pracowników WTA może tłumaczyć jedynie tempo, w jakim Świątek przebiła się do światowej elity. Przed rokiem, po poważnej kontuzji stawu skokowego, startowała z siódmej setki na świecie. Dziś zajmuje 88. miejsce w rankingu WTA. Najbardziej zaimponowała finiszem – przeskok z końcówki drugiej setki do pierwszej zajął jej 3,5 miesiąca, w czasie których podwoiła dorobek punktowy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej